Italian (Page 2)

Dlaczego piszące po polsku media internetowe w Polse wymazują istotne dane o udziale Polaków w zdobyciu Berlina na okoliczność  69 rocznicy dnia zwycięstwa 09 Maj, 2014

Po lewej Kazimierz Otap. Rodzina nie przypomina sobie, w jakich okolicznościach to zdjęcie powstało. Zostało zrobione prawdopodobnie w latach 80. podczas spotkania kombatantów. Kazimierz Otap pozuje na tle wielkiej fotografii zniszczonego Berlina

(Fot. z archiwum rodzinnego)

Współczesna Polska, to smutna Polska, gdzie nie tylko ograniczana  jest nauka historii, ale media masowo wymazują wydarzenia, które miały wielki wpływ na wydarzenia II wojny światowej, a przede wszystkim były udziałem Polsków

Przegląd prasy w Polsce

Gazeta.pl

W Płocku na osiedlu Wyszogrodzka ma być ulica porucznika Kazimierza Otapa – jednego z pięciu żołnierzy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, którzy w maju 1945 r., po zdobyciu Berlina zawiesili na Kolumnie Zwycięstwa biało-czerwoną flagę. Radni zdecydują o tym w przyszłym tygodniu

Kazimierz Otap zmarł w Płocku w 2006. Zaraz po jego śmierci udało się nam porozmawiać z jego towarzyszem walk, kapitanem Antonim Jabłońskim.

– Służyliśmy w artylerii, ja obsługiwałem radiostację przy dowódcy batalionu piechoty – wspominał wtedy Jabłoński. – Morze krwi… Zdobywaliśmy blok po bloku… piętro po piętrze… Spaliśmy praktycznie na stojąco, gotowi na wszystko. Dziwną wysoką wieżę widzieliśmy w oddali przez kilka dni, nie wiedzieliśmy, czy to jakiś kościół, czy może ratusz. Dopiero dowódca baterii, oficer, który wcześniej walczył w Hiszpanii, wytłumaczył, że to słynna Kolumna Zwycięstwa (wzniesiona przez cesarza Wilhelma w 1873 r. statua miała uczcić pruskie zwycięstwa nad Danią, Austrią i Francją. Mierząca 51 metrów stała przed budynkiem Reichstagu. Albert Speer zadecydował o przeniesieniu jej w 1938 r. na rondo Großer Stern w Tiergarten, podwyższając ją o 7,5 metra. Wojnę przetrwała prawie nienaruszona).

Podczas zdobywania stolicy III Rzeszy Antoni Jabłoński miał 27 lat, o dwa więcej niż Kazimierz Otap, wówczas plutonowy. – To była noc z 1 na 2 maja. W pięciu przerwaliśmy niemiecką obronę, w końcu dotarliśmy pod kolumnę i oto nagle zobaczyliśmy wielkie działa przeciwlotnicze – relacjonował nasz rozmówca. – Baliśmy się, że hitlerowcy nas zobaczą i wystrzelają. Coś załopotało w sercu, ktoś krzyknął: “Cofnijcie się”, ale w tym samym momencie dostrzegliśmy, że nie ma obsługi tych dział. Uciekła? A więc do przodu! Do kolumny! Na dole pełno było jakichś kabli telefonicznych, najwyraźniej służyła ona hitlerowcom za wieżę obserwacyjną.

W środku były metalowe kręte schody. – Po cichu ustaliliśmy, że pójdziemy nimi, sprawdzimy, czy kogoś nie ma na górze – mówił dalej kapitan. – Trzy razy tego próbowaliśmy, wracaliśmy, gdy słyszeliśmy, jak na zewnątrz wali ciężka artyleria. No tak, wtedy była jeszcze wojna. Skończyła się, gdy… dotarliśmy na wierzchołek kolumny. Byliśmy trochę zdziwieni, że robi się coraz ciszej i ciszej, wszystko wyjaśniło się, gdy spojrzeliśmy w dół i zauważyliśmy, że z bloków wychodzą Niemcy i składają broń. “Chłopcy, koniec wojny!” – mówiliśmy do siebie, i to wtedy postanowiliśmy zawiesić flagę.

Skąd ją mieli? – Ano, była taka zasada, że obsługa radiostacji zawsze miała coś biało-czerwonego pod ręką – odpowiada Jabłoński. – Przykrywało się tym cały sprzęt, aby nasze samoloty wiedziały, żeby nas nie bombardować.

Córka Kazimierza Otapa zaś wspominała, że to jej ojciec, jako najsprawniejszy z tej piątki, flagę zawiesił. I denerwował się, gdy słyszał, że to Rosjanie jako pierwsi swoją powiesili.

Porucznik Otap urodził się w 1920 r. w Czajach niedaleko Białegostoku. Po wkroczeniu Sowietów wywieziony został na Sybir, do Ałtajskiego Kraju. Tam na ochotnika zgłosił się do tworzonego polskiego wojska. Przeszedł cały wojenny szlak od Lenino do Berlina. Pokazywał odznaczenia, m.in.: Virtuti Militari – “Zasłużonym na Polu Chwały, Lenino”, “Za Warszawę”, “Za Odrę, Nysę, Bałtyk”, “Walecznym – 1944”, “Za udział w walkach o Berlin”, Krzyż Grunwaldu.

Po wojnie wrócił na Podlasie. Ożenił się i przeprowadził na Mazury, pracował na kolei, był konduktorem i uczył się w technikum. W połowie lat 60. skusiła go perspektywa lepszych zarobków w Petrochemii. Dostał mieszkanie przy Pszczelej, w którym mieszkał aż do śmierci. Przyjmowaniem i odprawianiem pociągów zajmował się w kombinacie do 1970 r. Wielu pracowników petrochemii znało go z tego, że to właśnie on powiesił biało-czerwoną flagę w Berlinie.

Zmarł w wieku 86 lat; w asyście Jednostki Reprezentacyjnej Wojska Polskiego został pochowany na zabytkowym cmentarzu przy al. Kobylińskiego. Wniosek o nadanie jego imienia jednej z ulic złożyło do prezydenta Płocka Porozumienie Organizacji Kombatanckich. Rozpatrzą go radni na sesji zaplanowanej na przyszły tydzień. Członkowie Zespołu ds. Nazewnictwa Ulic zaproponowali, by imię porucznika Kazimierza Otapa nosiła bezimienna ulica, która łączy ul. Jesienną z ul. Wyszogrodzką.

Kto przeprosi za bestialsko mordowanych Polaków? – rozmowa z dr. Dorą Kacnelson

Waldemar Brzozowski, Myśl Polska, 19.02.2003

Jak Pani ocenia politykę władz III RP wobec naszych rodaków na Kresach Wschodnich?

– Jak najgorzej. Mianowana przez ówczesnego szefa MSZ ambasadorem RP na Litwie – Eugenia Tejchman, która oczerniała AK-owców i wspierała oszczerstwa litewskich szowinistów pod adresem Polaków. Podobnie postępował inny ambasador RP – Jan Widacki. Oboje przysłużyli się do zniszczenia Uniwersytetu Polskiego w Wilnie, co można porównać tylko z “wyczynem” Nowosilcowa, który zamknął uniwersytet w tym mieście. Wprawdzie – na skutek interwencji Polonii zachodniej – uniwersytet nie uległ kompletnej likwidacji, ale Litwini, korzystając z przyzwolenia polskich dyplomatów, po cichu odebrali placówce uprawnienia akademickie. Obecnie pełni on rolę studium przygotowawczego dla młodych Polaków przed wstąpieniem na uniwersytet litewski. W obronie polskiego uniwersytetu nie stanął również prezydent RP, którego interesuje wstąpienie Litwy do NATO i UE, a nie dramatyczny los Polaków na Litwie. Podobnie milczał Geremek, gdy Litwini aresztowali i zesłali do obozu koncentracyjnego czterech Polaków, którzy domagali się autonomii dla okręgu solecznikowskiego. Dopiero gdy zebrałam 40 podpisów w czasie międzynarodowego forum Dziennikarzy Polonii Świata w Tarnowie, który to dokument wysłano do sejmu litewskiego, zrobił się skandal i uwięzionych zwolniono.

Tymczasem mamy do czynienia z “rehabilitacją” OUN-UPA, największym mordercom Polaków stawia się pomniki, w parlamencie ukraińskim znalazł się projekt ustawy promujący UPA jako siłę narodowowyzwoleńczą, niektóre władze lokalne przyznają bandytom z UPA prawa kombatanckie. Także w Polsce zarówno mniejszość ukraińska, jak i wielu polityków oraz usłużnych historyków “polskich” stawia znak równości między AK a UPA. Co więcej, zrównuje się katów z ich ofiarami, a ratującą Polaków (a także wielu Ukraińców) Operację “Wisła” traktuje się jako zbrodnię.

– Banderowcy i ich duchowi spadkobiercy podnoszą głowy, ponieważ dysponują wsparciem antypolskich sił na Zachodzie i w USA , a nadto hołubieni są przez władze III RP. Odwiedziłam kiedyś rodziny przesiedlone w ramach Operacji “Wisła” na tzw. Ukrainę Zachodnią, m.in. rodzinę Harenzów. Powodzi im się świetnie. I nikt im nie wykłuwał oczu, nie piłował, nie palił żywcem. Dlaczego więc Kwaśniewski ciągle przeprasza? A kto przeprosi za bestialsko pomordowanych Polaków?! Za dzieci, którym banderowcy przybijali języki do stołów, za wykłute oczy, za palenie żywcem? Napisałam pracę pt. “Jeszcze stoi na wpół spalona stodoła”. Rzecz dotyczy wsi Zady, gdzie w 1943 r. ukraińscy bandyci spalili żywcem Polaków.

Poparcie, o którym Pani mówiła otrzymują nie tylko od polityków, ale również od historyków mieniących się historykami polskimi.

– Właśnie. Ich adwokatem jest np. prof. Władysław Serczyk, który uporczywie wybiela UPA. W 1997 r. na konferencji polsko-ukraińskiej w Krakowie powiedział, że AK czyniła to samo, co banderowcy. Ponieważ nikt nie zareagował, wstałam i odrzekłam: “Czy nie zakrawa na ironię fakt, że oto ja, Żydówka, przyjechałam do Krakowa aż z Drohobycza, żeby bronić polskiej AK przed oszczerstwami polskich panów profesorów?”. Podobnie zachowuje się wykładowca UJ – Grzegorz Mazur, który w pracy habilitacyjnej o AK przyrównał ją do banderowców. I szacowne gremium profesorów UJ zaakceptowało tę pracę! Dzięki Bogu, nie mam wnuków, bo nie chciałabym, żeby tacy profesorowie ich uczyli.

Należy Pani do nielicznych przedstawicieli swojego narodu, którzy stanowczo potępili akcję antypolskich oszczerstw zapoczątkowaną przez Grossa w książce o Jedwabnem. Czy rozmawiała Pani na ten temat ze swoimi rodakami?

– Wie Pan, jako dziecko, jeździłam na wieś niedaleko Jedwabnego na letnisko. Poznałam tych ludzi i wiem, że nie byliby zdolni do popełnienia takiego morderstwa, o jakie oskarża ich Gross. Nigdy nie wykazywali tendencji do okrucieństwa. Przeciwnie, wielu z nich narażało życie ratując Żydów przed Niemcami. Książka Grossa jest nieuczciwa i obłudna. Wracając do Pańskiego pytania. W Warszawie rozmawiałam z kilkoma rabinami z USA , którzy pytali, czy jako Żydówka nie przesadzam z potępieniem Grossa. Odparłam, że wzniecanie nienawiści do Polaków jest szczególnie sprzeczne z interesami Ameryki, ponieważ Polska należy do NATO i Polacy są gotowi przelewać krew za amerykańskie interesy, co zresztą czynili już w Afganistanie. Muszą więc szanować Polaków, a nie ciągle oszczerczo ich oskarżać o “mordowanie Żydów”, używać pojęcia “polskie obozy koncentracyjne” czy nazywać Polaków “narodem morderców”. Muszę powiedzieć, że rabini przyjęli moją argumentację.

A jakie są według Pani źródła trwającej ciągle antypolskiej kampanii w USA i na Zachodzie?

– Środowiska antypolskie w Stanach i na Zachodzie nienawidzą niezależności polskiego ducha, który wiódł Polaków na barykady i dzięki któremu pierwsi obalili komunizm. Usiłują wiec zdeptać polskie poczucie honoru i godności, jak dotąd nieskutecznie.

Dziękuję za rozmowę

Waldemar Brzozowski, Myśl Polska, 2003-02-19

Putin al Corriere della Sera:

ŤNon sono un aggressore, patto con l’Europa e parità con gli Usať

Il presidente russo: ŤSvilupperemo il nostro potenziale offensivo e penseremo a sistemi in grado di superare la difesaantimissilistica degli Usa. L’Italia spinge il dialogo tra Russia e Europa: ciò crea rapporti specialiť

Sono quasi le 2 del mattino quando arriviamo alla fine dell’intervista. Vladimir Putin ha risposto per poco meno di due ore allenostre domande. ŤSignor Presidente – chiede il direttore del Corriere della Sera, Luciano Fontana – c’è una cosa della quale sirammarica più di tutto nella sua vita, quella che lei considera un errore che non vorrebbe mai più ripetere?ť. Il presidenterusso si aggiusta sulla poltrona, gli occhi sembrano improvvisamente farsi più brillanti. Resta per qualche secondo in silenzio, poi con la sua voce sottile e sempre a basso volume, dice: ŤSarò assolutamente sincero con voi. Non posso adesso ricordarequalcosa. Evidentemente il Signore ha costruito la mia vita in modo tale che non ho niente da rimpiangereť.

Dopo più di quindici anni al vertice della Russia da Presidente o primo ministro, dopo 5538 giorni al potere, Vladimir Putin non si pente di nulla.

Due ragazze dello staff presidenziale ci hanno accolti all’ingresso della Torre Spasskaya, di fronte alla cattedrale di San Basilio, scortandoci dentro le mura del Cremlino fino al Palazzo del Senato, dove Putin ha il suo ufficio. Il luogo preparato per l’intervista era la Predstavitelskij Zal, la stessa sala di rappresentanza dove in marzo Putin ha ricevuto Matteo Renzi. È unospazio ovale, le pareti color verde pallido, la volta a cupola, le decorazioni in stucco bianco e oro. Dalle nicchie poste agliangoli, le statue in bronzo di quattro imperatori russi dominano la scena: Pietro il Grande, Caterina II, Alessandro II e Nicola I. Inizialmente previsto per le 19, l’inizio dell’intervista è scivolato di ora in ora. Finalmente, alle 23:30, è arrivato il portavoceDmitri Peshkov. Si è scusato per il ritardo, che ha attribuito a impegni di governo e ci ha detto che il Presidente era pronto. Vladimir Putin è entrato dalla porta in fondo. Vestito di blu, camicia azzurra, cravatta blu con motivi stampati, fresco nonostante l’ora, il volto forse un po’ troppo levigato. Ha salutato cortesemente. Poi ci ha invitati a sedere.

Signor Presidente, la Russia ha avuto con l’Italia rapporti sempre intensi e privilegiati sia sul piano economico che politico. La crisi ucraina e le sanzioni però hanno gettato un’ombra su queste relazioni. La visita in Russia del Presidente del ConsiglioMatteo Renzi, nonché quella sua prossima a Milano possono invertire in qualche modo questa tendenza e a quali condizioni?

ŤNon è stata colpa della Federazione Russa se i rapporti con i Paesi dell’Unione europea si sono deteriorati. La scelta ci è stataimposta dai nostri partner. Non siamo stati noi a introdurre certe limitazioni nel commercio e nell’attività economica. È statofatto contro di noi e siamo stati costretti ad adottare contromisure. Però i rapporti tra Russia e Italia effettivamente hannosempre avuto carattere privilegiato sia in politica che nell’economia. Negli ultimi anni il volume dell’interscambio è cresciuto di 11 volte, toccando quasi 49 miliardi di dollari. In Russia operano 400 aziende italiane. Stiamo lavorando attivamente insiemenel settore dell’energia. L’Italia è il terzo acquirente dei nostri prodotti energetici. Ma cooperiamo anche nell’alta tecnologia, dallo spazio all’aeronautica. Quasi 1 milione di turisti russi sono stati in Italia l’anno scorso e vi hanno speso circa 1 miliardo di euro. Sul piano politico ci sono sempre stati rapporti di fiducia. Fu un’idea dell’Italia, allora il Presidente del Consiglio era Silvio Berlusconi, la creazione del Consiglio Nato-Russia, un organo di consultazione che certamente è diventato fattore importantedi garanzia della sicurezza in Europa. In questo senso l’Italia ha dato e dà un contributo notevole allo sviluppo del dialogo tra la Russia e l’Europa e anche con la Nato in generale. Tutto ciò crea rapporti speciali tra i nostri due Paesi. E la visita dell’attualePresidente del Consiglio italiano in Russia è stato un segnale molto importante della disponibilità dell’Italia all’ulteriore sviluppodi questi rapporti. Noi siamo pronti e disposti ad andare avanti tanto quanto lo saranno i partner italiani. Spero che anche ilmio viaggio a Milano serva a questi obiettiviť.

Piazza Martiri di Odessa a Ceriano, l’Ucraina non la vuole

Mercoledě 04 febbraio 2015

Incidente diplomatico scatenato dal sindaco leghista di Ceriano, Dante Cattaneo. L’ambasciatore ucraino chiedel’intervento del premier Renzi e del prefetto. Il consigliere provinciale Monti: ŤRichieste da rispedire al mittenteť.

L’intitolazione di una piazza ai Martiri di Odessa, a Ceriano Laghetto, diventa un caso internazionale. A chiederel’intervento del premier Matteo Renzi e del prefetto č l’ambasciatore ucraino in Italia, Yevhen Perelygin che contestala decisione del sindaco leghista del paese brianzolo Dante Catteneo. I martiri ai quali fa riferimento il sindacoleghista sono i 35mila ebrei sterminati nel 1941 dai nazisti, ma anche i 38 manifestanti filorussi favorevoliall’annessione della Crimea alla Russia di Putin uccisi con bombe molotov il 2 maggio 2014, nel palazzo del sindacato di Odessa.

L’intitolazione della piazza č avvenuta attraverso una delibera comunale nella quale, contesta l’ambasciatore in un’intervista di Monza Today, citata dal consigliere provinciale Andrea Monti, si legge: Ťgoverno autoproclamatosidi Kievť, quando invece, dice Perelygin: ŤIl governo indipendente ucraino č stato riconosciuto dalla RepubblicaItaliana e pressoché da tutti i Paesi del Mondoť. Contestata poi l’associazione tra il massacro del 1941 e l’eccidio del 2014: Ťquando nella stessa cittŕ morirono alcune decine di persone, alcune armate, nel palazzo dei sindacatiť.

Sulla questione č intervenuto il consigliere provinciale leghista Monti: ŤIl minimo che ci si possa aspettare, se ancora viviamo in uno Stato che detiene un minimo di sovranitŕ, č che l’Italia, per bocca del suo Prefetto rispedisca al mittente, in maniera garbata ma decisa, gli ordini le richieste di provvedimenti censori nei confronti di un proprioSindaco. Ricordo che il primo cittadino agisce, in questi casi, nel pieno della sua autonomia amministrativa. Č ilSindaco che decide a chi, a cosa o a quale evento storico intitolare una piazza; nessuno Stato estero, seppur coinvoltoe interessato alla denominazione, puň arrogarsi il diritto di interferire nel provvedimento amministrativoť.

Anteprima di Limes 01/2014 “Polonia l’Europa senza euro”

Qui il sommario, alcune carte, qualche prima pagina, l’indice degli autori.

Il primo volume di Limes del 2014 č dedicato a un paese europeo strategicamente rilevante, ma poco indagato:

la Polonia.

Cerniera tra Germania e Russia, unico Stato dell’Unione Europea ad aver evitato la recessione, stella in ascesadell’Europa centro-orientale il cui “miracolo” economico presenta molte luci e non poche ombre.

Siamo a Napoli negli anni settanta ed il nostro protagonista di nove anni che si chiama  Peppino fa un’esperienza da Hippy attraverso il prisma di una famiglia disfunzionale.   Mentre il matrimonio dei suoi genitori e’ in pericolo  , ilmondo di Peppino e’ plasmato dai suoi giovani, attivi e moderni zia e zio e un cugino che crede che Peppino e’ un supereroe.   Questo toccante e divertente film esplora i momenti turbolenti, crisi famigliari  ed il primo amore tutttovisto attraverso gli occhi di un bambino pieno di incertezze, gioia e meraviglia.

Dura 98 minuti con sottotitoli in italiano e ci sara’ una discussione dopo la visione( questo vale solo per il 29 Maggio).

International Screening e’ il momento culminante del Programma di Scambio Internazionale. Il suo comitato e’ formato da rappresentanti di vari Consolati ed organizzatori culturali residenti in Chicago.   I posti sono per chi prima arriva prima alloggia e sono limitati.  Il film non e’ vietato a i minorenni pero’ si pregati di esercitareprecauzione.

Centro Culturale di Chicago

78 E. Washington Street , 2ndo piano

Data: Mercoledi 29 Maggio 2013,Sabato 1mo Giugno 2013.

L’entrata e’ gratis.

The Premier Romano Prodi\’s sale of Alitalia to the French in favour of an operation that cost more than €3 billion of public money (2008).

Air France Manoeuvres and Alitalia’s Future as Regional Airline

Doubts of Air France partner KLM.

 

 

Source: Corriere della Sera, by Antonella Baccaro, English translation by Giles Watson

 

ROME – The future of Alitalia is in the balance today at a meeting of the Air France-KLM board, when the majority shareholder could opt to increase its 25% holding in the Italian airline. Sources deny the issue is on the table and it will not be easy to discover the actual intentions of the French, just a month before the end of the lock-up period during which the partners are obliged to sell holdings only to each other.

 

For now, it’s all a matter of tactics. Silence has descended on the feelers Alitalia put out through Rothschild to Etihad to see if there was any interest in acquiring a holding. The United Arab Emirates-based company has excellent relations with Paris and could well flank Air France-KLM but any expression of interest would enable Alitalia to raise the asking price with the French, with whom Etihad would be in direct competition. For similar reasons, rumours of interest from Aeroflot are unlikely to up Alitalia’s price ticket. The Russian carrier is part of the Skyteamgroup, led by Air France-KLM.

 

Whichever way you look at it, the French call the tune, albeit with some serious doubts. These regard not so much the benefits of acquiring Alitalia, whose market the French cannot hand over to Lufthansa or British Airways, as the costs that such an operation would entail. The Dutch are understood to be blowing cool on the move, likely because they remember the snub they received in 1998 when they came within an ace of acquiring the Italian carrier. Yet there is more to this than pride: Air France-KLM has just announced a new round of 2,800 voluntary redundancies, reductions in mid-range flights, withdrawal from the B747 programme and the postponement of break-even until 2014.

 

Significantly, the French press reported a few days ago that any doubling of the Alitalia shareholding would come with stiff conditions: no assumption of debt; capital to be injected only after the Italian partners have done so first; and a free hand with planning for the airline. The deal could involve a capital increase with Air France-KLM underwriting its own quota and also, either alone or with Etihad, taking up the unoptioned portion. If the cost came to €200 million, Air France-KLM would have to fork out €50 million for its quota and up to twice that figure to acquire control, while staying below 50% so as not to consolidate Alitalia’s debts. On the financial front, the condition could be to make the capital increase only when the banks have agreed to release a further €200 million in finance to Alitalia. These figures are the minimum required for Alitalia to stay afloat.

 

Strategically, strengthening Air France-KLM’s shareholding would torpedo the part of CEO Gabriele Del Torchio’sproject that aims to expand intercontinental services and brings Alitalia back to the original recovery plan to make the company a regional carrier. Alitalia partners are mainly concerned about recouping the investment made in 2008. It is unlikely that politics can change the course of events this time, even though developments will unfold in an unrelentingly pre-electoral atmosphere. Evidence of this came yesterday in a surprise statement by Renato Brunetta. The People of Freedom (PDL) group leader tackled the media impact of a possible sale to the French, against whom in 2008 Silvio Berlusconi organised a band of “captains courageous” of Italian industry. Mr Brunetta played down the incident: “If Italian capitalism was unable [to save Alitalia – Ed.], I think there should be another transfusion of blood”. Former transport minister Altero Matteoli took a different tack: “Alitalia needs to be recapitalised. Air France-KLM is very welcome if this helps to recapitalise the Italian carrier. They should certainly not exceed 50% so an act of courage is required from the Italian partners”.

Jeszcze Polska nie zgineła, ale czy nie zginie?

UWAGA! Ważny komunikat

Styczeń 18, 2014

– Senat RP 29 i 30 stycznia 2014 r będzie rozpatrywać ustawę o udziale uzbrojonych, obcych funkcjonariuszy w operacjach wobec ludności cywilnej na terytorium Polski.

http://www.senat.gov.pl/prace/senat/posiedzenia/t…ematy,270,1.html

Jeżeli jesteś obywatelem polskim, to powinieneś znaleźć czas na kontakt telefoniczny, emailowy, bądź bezpośrednio, na piśmie lub w rozmowie, aby powiadomić senatorów (wszystkich razem i każdego z osobna, bądź tylu ilu zdołasz) o twoim stanowisku w tej sprawie. Wszyscy oni muszą dowiedzieć się od Ciebie, co o tym myślisz. Bezpieczeńswo, prawa człowieka i obywatelskie, nietykalność osobista, wolność, oraz godność, Twoja i twoich najbliższych, od tego zależy.

http://www.senat.gov.pl/sklad/senatorowie/

Jeszcze Polska nie zginęła, ale czy nie zginie?

Giulio Andreotti has passed away in Rome.

He died at the age of 94. His family announced the news. For decades, he was at the center of Italian politics, serving as the Prime Minister seven times. After 50 years of public life, there won’t be a public viewing at the Senate, but a private funeral will take place this afternoon at the Church of San Giovanni dei Fiorentini in Rome.

He was the most distinguished Italian politician: leading the government seven times, serving as a minister countless times, and garnering the most preferences in the Christian Democracy party lists. However, for his enemies, he was remembered as “Belzebub,” surrounded by a reputation of being a cynical and Machiavellian politician, a reputation he himself seemed to cultivate. For over half a century of public life, more than any other leader, Giulio Andreotti was identified as the emblem of power that arises and thrives in the shadows.

Sarcasm was his best skill – Andreotti was born in Rome on January 14, 1919. “That year, PPI Sturzo, fascism, and I were born. Out of all three, only I remained,” he boasted recently. As a young man, he was religious, studious, very serious, with a slightly hunched back and clear ideas about his future. His only diversions were attending AS Roma soccer matches (at the old Testaccio stadium) and horse races at the Capannelle racecourse.

He made his government debut at 28 – In 1946, at the age of 28, he was already an undersecretary in the presidency of the Council of Ministers, with a particular focus on the entertainment industry. Young Giulio was involved in cinema in every aspect: from censorship cuts to scripts that were not respectful of Christian morality, and public funding to support Italian productions. From those years, he was remembered for his controversy with Vittorio De Sica, accused by the young undersecretary of having done “a disservice to Italy” with his pessimistic film “Umberto D”.

Giulio Andreotti nie żyje w Rzymie.

Zmarł w wieku 94 lat. Jego rodzina podała tę informację. Przez dziesięciolecia był centralną postacią we włoskiej polityce i piastował stanowisko premiera aż siedem razy. Po 50 latach życia publicznego, nie będzie miała miejsca uroczystość żałobna w Senacie, ale odbędzie się prywatny pogrzeb dzisiaj po południu w kościele San Giovanni dei Fiorentini w Rzymie.

Był najbardziej uznawanym włoskim politykiem: siedem razy stał na czele rządu, wielokrotnie pełnił funkcje ministra, zdobywał najwięcej głosów w listach Chrześcijańskiej Demokracji. Ale dla swoich wrogów był znanym jako “Belzebub”, otoczony opinią cynicznego i machiawelicznego polityka, którą sam, głęboko w duchu, lubił pielęgnować. Przez ponad pół wieku życia publicznego, bardziej niż jakikolwiek inny polityk, Giulio Andreotti był uważany za symbol władzy, która powstaje i rozwija się w strefach cienia.

Sarkazm to była jego najlepsza cecha – Andreotti urodził się w Rzymie 14 stycznia 1919 roku. “W tym samym roku powstały PPI Sturzo, faszyzm i ja. Z całej tej trójki pozostałem tylko ja” chwalił się niedawno. Jako młody człowiek był religijny, uczony, bardzo poważny, z lekko pochyloną sylwetką i jasnymi pomysłami na swoją przyszłość. Jego jedynymi rozrywkami były mecze Romy (na starym stadionie Testaccio) i wyścigi konne na torze Capannelle.

Debiut w rządzie w wieku 28 lat – W 1946 roku, w wieku 28 lat, był już podsekretarzem w prezydium Rady Ministrów, z szczególnym nadzorem nad dziedziną kultury. Młody Giulio zajmował się kinem we wszystkich aspektach: od cenzurowania filmów po scenariusze mało szanujące chrześcijańską moralność, a także finansowanie produkcji włoskich. Z tamtych lat pamiętane jest jego starcie z Vittorio De Sicą, oskarżającym młodego podsekretarza o zaszkodzenie Włochom swoim pesymistycznym filmem “Umberto D”.