ITALIAN

POLISH

Prasa: Miedzynarodowa

23 lutego Armia Iraku zestrzelia dwa brytyjskie samoloty, które zrzucały broń na terenach kontrolowanych przez Islamistów z Isil w prowincji Al-Anbar.

Fars News i Al-Arabiya

23 luty 2015

Według raportu Najwyższej Rady Islamskiej w Iraku szef Komitetu hakem al-Zameli powiedział, że w poniedziałek 23 lutego Armia Iraku zestrzelia dwa brytyjskie samoloty, które zrzucały broń na terenach kontrolowanych przez Islamistów z  Isil w prowincji Al-Anbar.

 

Komitet Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony irackiej Parlamentu ma dostęp do zdjęć, gdzie ukazane są samoloty zrzucające broń.

 

Przedstawiciel Najwyższej Rady Islamskiej w Iraku powiedział, że Iracki Parlament zwrócił się o wyjaśnienia do władz Brytyjskich w tym zakresie.

 

Iracki ustawodawca ponadto wyjaśnił, że przyczyną takiej postawy państw zachodu jest brak zainteresowania zakończenia zmagań z terrorystami w prowincji Anbar. Ustawodawca dodał , że przekazywanie pomocy dla grupy terrorystycznej jest preferencją utrzymania chaotycznej sytuację w prowincji Anbar, która jest w pobliżu miast Karbali i Bagdadu. Za zaistniałą sytuacje oskrżył USA.

“Odkryliśmy broń wykonaną w USA z krajów europejskich i Izraela na terenach wyzwolonych spod kontroli Isil w regionie Al-Baqdadi,” Al-serwis Ahad powiedział cytowany szef Al-Anbar Rady Prowincji Khalaf Tarmouz.

 

Na podst. Ifo FNA

Rebeliańci syryjscy spod znaku Frontu Al Nusra z Państwa Islamskiego poprosili Izrael o wsparcie lotnicze przeciwko Syryjskiej Armii Arabskiej

13 lutego 2015

Przegląd prasy międzynarodowej, TV i informacji ONZ

 

Izraelski “Jerusalem Post” cytuje jednego z druzów mających stały kontakt z bojownikami “demokratycznej opozycji”: Syryjscy rebelianci, których siły walczą przeciwko nowej ofensywie osi Syrii Hezbollahu i Iranu, wzywają Izrael do ataku wyprzedzającego na pozycje swych przeciwników zanim ci zdołają zagrozić Wzgórzom Golan.

 

“Bojownicy o demokrację” spod znaku Frontu Al-Nusra i Państwa Islamskiego poprosili Izrael o wsparcie lotnicze przeciwko Syryjskiej Armii Arabskiej i Hezbollahowi w trakcie przegrywanej przez siebie walki w pobliżu okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan.

 

Ta sama gazeta poinformowała, że przedstawiciel syjonistycznej partii Likud, Mendi Safadi, spotkał się z przedstawicielami grup zbrojnych terroryzujących Syrię w Bułgarii, a także “wizytował aktywistów w regionie”.

 

Według raportu ONZ z grudnia 2014 roku, izraelskie wojsko od ponad półtorej roku regularnie współpracuje z antyrządowymi bandami zbrojnymi działającymi w Syrii, w tym z salafitami z Frontu al-Nusra, stanowiącego odnogę al-Kaidy, a według różnych szacunków  przez izraelskie szpitale polowe przewinęło się ok. 2 tysięcy rannych terrorystów, szukających azylu.

 

(Na podst. PressTV)

2 lata więzienia za ujawnienie tajemnicy o więzieniach CIA

John Kiriakou siedział 2 lata w „zakładzie poprawczym” w Loretto, Pensylwania za to, że ujawnił prawdę o więzieniach CIA.

 

PE zdecydował, że przerażające metody przesłuchiwań stosowane w tajnych więzieniach CIA Powinny trafić pod sąd

Luty 12, 2015

W tym tygodniu Parlament Europejski przyjął wczoraj rezolucję, w której domaga się postawienia przed obliczem sądu osób odpowiedzialnych za nielegalne przetrzymywanie więźniów CIA. Europosłowie wyrazili swój sprzeciw wobec „przerażających metod przesłuchiwań stosowanych w tajnych więzieniach CIA”.

Przeciwko rezolucji głosowali polscy europosłowie!!!

 

Rezolucja wzywa także Stany Zjednoczone do wszczęcia odpowiednich dochodzeń i ukarania sprawców tortur na osobach przetrzymywanych w tajnych ośrodkach CIA. Rezolucja, będąca reakcją na raport amerykańskiej senackiej komisji badającej działania CIA i funkcjonowanie jej ośrodków poza granicami USA, stwierdza jednoznacznie, że raport ten „ujawnia nowe fakty umacniające zarzut współudziału szeregu państw członkowskich UE, ich władz, urzędników i agentów służb bezpieczeństwa i wywiadu w prowadzonym przez CIA programie tajnego przetrzymywania i wydawania osób w trybie nadzwyczajnym, w którym posługiwano się niejednokrotnie skorumpowanymi metodami, w oparciu o znaczne kwoty pieniędzy oferowane przez CIA w zamian za współpracę”.

 

Byli i tacy, którzy zgłaszali zastrzeżenia, a także złagodzenia treści rezolucji.

Kto stoi za atakami terorystycznymi

Komu zależy na kolejnym zamachu w Wołgogradzie?

12-30-2013

 

Kolejny zamach w Wołgogradzie. Wczesnym rankiem został wysadzony w powietrze miejski trolejbus. Według doniesień regionalnych władz, czternaście osób zginęło, około trzydziestu zostało rannych, w tym roczne dziecko. Według wstępnych danych, siła ładunku wybuchowego była większa, niż tego, który wybuchł wczoraj na dworcu. Kto kryje się za serią wołgogradzkich zamachów i czym się kieruje?

 

Według doniesień świadków, wielu mieszkańców Wołgogradu unika korzystania z komunikacji miejskiej i przemieszcza się po mieście pieszo. Ludzie są wystraszeni. Jak podkreślił ekspert ds. sytuacji kryzysowych, weteran pododdziału specjalnego „Wympieł” Lew Korolkow, to właśnie był jeden z celów terrorystów:

 

Nie można zapewnić absolutnej kontroli w każdym środku transportu lub miejscu publicznym. W tym celu trzeba byłoby zawiesić prace transportu publicznego, zamknąć galerie handlowe i dworce. Jest to jednak niemożliwe. Trwa proces destabilizacji ogólnej sytuacji. Takiego rodzaju głośne ataki terrorystyczne z dużą liczbą ofiar wśród cywilów nakierowane są na wprowadzenie zamieszania.

 

Wołgograd przyciąga uwagę terrorystów, ponieważ stanowi duży węzeł tranzytowo-transportowy na południu Rosji. Dokonany tam atak terrorystyczny nieuchronnie odbija się szerokim echem, do czego właśnie dążą przestępcy, podkreślają specjaliści.

 

Jeśli chodzi o prawdopodobnych zleceniodawców tych zamachów, to eksperci uważają, że są to ugrupowania, wyznające idee radykalnego islamu. Główny impuls mógł pochodzić od międzynarodowych religijnych organizacji terrorystycznych, które umocniły swoje wpływy na Bliskim Wschodzie, oświadczył w wywiadzie  izraelski politolog Aleks Kogan:

 

Mogą to być ci, którzy domagają się wyodrębnienia terytorialnego, maksymalnej kontroli nad terytoriami północnokaukaskimi, aby przygotować grunt dla przyszłego halifatu. W ostatnim czasie było o tym głośno na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

 

Prezydent Rosji Władimir Putin zlecił Narodowemu Komitetowi Antyterrorystycznemu szereg zadań, polegających na wzmocnieniu bezpieczeństwa na całym terytorium Rosji, w szczególności w obwodzie wołgogradzkim. Prezydent będzie otrzymywał codziennie raporty NKA w sprawie podejmowanych działań, a także o rozwoju sytuacji.

 

W obwodzie wołgogradzkim na dni 30 grudnia-3 stycznia ogłoszono żałobę po ofiarach dwóch zamachów. Na terytorium regionu w tych dniach odwołane są wszystkie noworoczne imprezy świąteczne.

Przegląd prasy światowej. Czy Rosja i Stany Zjednoczone na etapie nowej zimnej wojny

Rosja i USA zbliżają się do nowej zimnej wojny. Według socjologów, tak uważa już połowa Rosjan i Amerykanów. Przy czym po obu stronach Atlantyku wymienia się różne przyczyny, które szkodzą stosunkom dwóch mocarstw. Jeżeli Rosjanie zmienili swoje ogólnie rzecz biorąc pozytywne postrzeganie USA po szpiegowskim skandalu ze Snowdenem, to Amerykanie zaczęli bardziej wrogo odnosić się do Rosji po tym, jak Moskwa nie pozwoliła Waszyngtonowi zbombardować Syrii. Euforia po upadku „żelaznej kurtyny” dobiegła końca, stwierdzają eksperci.

 

Liczba mieszkańców Rosji przekonanych, że między Moskwą a Waszyngtonem może rozpętać się nowa zimna wojna, wzrosła ostatnio o 9 procent. Według danych Ogólnorosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM) 46 procent respondentów dopuszcza taki scenariusz. Wyniki monitoringu społecznych mediów (for internetowych, blogów, dzienników) są jeszcze bardziej imponujące. Agencja „Sieci Społeczne” podaje, że około 80 procent politycznie aktywnych użytkowników internetu uważa, iż zimna wojna z USA jest bardzo prawdopodobna albo nawet już trwa. Przy tym odnotowuje się, że liczba pozytywnie nastawionych obywateli wobec mocarstwa zza oceanu praktycznie się nie zmieniła. To oznacza, że ze swoimi poglądami określili się „niezdecydowani”. I ich opinia nie jest bynajmniej sprzyjająca dla USA, wyjaśnia dyrektor ds. komunikacji WCIOM Olga Kamienczuk.

 

Między Rosją a USA ostatnio było dość dużo rozbieżności. To dotyczy sprawy Snowdena, a szczególnie Syrii. Oczywiście to nie zwiększyło optymizmu w ocenie stosunków. Na przykład, w przypadku Snowdena większość Rosjan uważa, że pozycja Rosji pogorszy stosunki z USA. Tym nie mniej, tylko 15 procent mówi, że nie należy udzielać mu schronienia. Tak samo jest z Syrią. Rosjanie rozumieją, że to komplikuje stosunki z Ameryką, niemniej jednak wypowiadają się za niezależną pozycją kraju w tej kwestii.

 

Z amerykańskiej strony jest analogiczna sytuacja. Według danych firmy Gallup, pierwszy raz od 2000 roku procent tych, którzy uważają Rosję za wroga, przewyższył udział jej sojuszników. Jeśli spadek rankingu USA w oczach Rosjan związany jest z historią Edwarda Snowdena, który zdemaskował metody amerykańskiego wywiadu, to Amerykanie przestali lubić Rosję po pomyślnych ruchach Moskwy w uregulowaniu syryjskiego kryzysu.

 

Właściwie problem nie leży w osobistych sympatiach i antypatiach zwykłych obywateli obu państw. I tam, i tam są grupy, które popierają określoną politykę. Kiedy sytuacja rozwija się nie po ich myśli, to przeprowadzają masowy atak na umysły za pomocą środków masowego przekazu, mówi politolog, szef działu dochodzeń intelektualnych portalu Terra America Cyryl Benediktow:

 

W USA jest, mówiąc umownie, partia wojny. A w Rosji jest przeciwna jej grupa ludzi, którzy są nastawieni na niezależną od zachodnich centrów drogę rozwoju, na wyprowadzenie rosyjskiej gospodarki spod międzynarodowej kontroli. Ten konflikt rzeczywiście może stać się przesłanką do nowej zimnej wojny. Co więcej, teraz, póki nie minęła druga kadencja prezydencka Baracka Obamy, mówimy tylko o przesłankach. Ale w przypadku dojścia do władzy w USA prezydenta Republikanina, bardziej nastawionego na konfrontację z Rosją, te nasiona zimnej wojny, które są teraz zasiane, wzejdą bardzo szybko. I wtedy rzeczywiście możemy znaleźć się w sytuacji podobnej do tej z lat 60-tych i 70-tych.

 

Innymi słowy, euforia lat 90-tych, która pojawiła się w stosunkach Rosjan i Amerykanów po upadku „żelaznej kurtyny”, rozpadu Związku Radzieckiego, podpisaniu umowy o ograniczeniu arsenałów strategicznych, mija. Na pierwszy plan wysuwają się sprzeczne spojrzenia Moskwy i Waszyngtonu na sprawiedliwy porządek świata. Przed obywatelami nie ukryło się, że ostatnio uściskom dłoni liderów towarzyszą już mniej promieniejące uśmiechy. Ale żeby zajmować się wspólną sprawą niekoniecznie trzeba lubić się nawzajem albo być bliskimi przyjaciółmi. Wystarczy utrzymywać uczciwe partnerskie stosunki. Dlatego nawet ci rosyjscy respondenci, którzy mówią o utracie sympatii do mocarstwa zza oceanu zaznaczają, że sukcesy w walce z terroryzmem i w szeregu innych światowych problemów można osiągnąć tylko dzięki współpracy.

 

Militarna flotyla Rosji liczy ponad 10 jednostek i nieznaną liczbę łodzi podwodnych. Taka ilość okrętów pod rosyjską flagą znajduje się na Morzu Śródziemnym po raz pierwszy od dwudziestu lat

Prezydent Putin powiedział: Rosja pomoże Syrii w przypadku ataku na ten kraj

 

Publikacja,  08 września, 2013

 

Rosja będzie pomagać Syrii w przypadku ataku wojskowego z zewnątrz na ten kraj – powiedział prezydent Rosji Władimir Putin.

 

„Czy będziemy pomagać Syrii?

Będziemy” – powiedział Putin w piątek na konferencji prasowej podsumowującej szczyt G20, odpowiadając na zadane pytanie. „Teraz też pomagamy – dostarczamy broń, współpracujemy w sferze gospodarczej. Mam też nadzieję na większą współpracę w sferze humanitarnej” – dodał prezydent.

 

Zdaniem Putina USA i inne kraje rozpoczynając operację militarną w Syrii staną poza prawem, ponieważ takie działania możliwe są jedynie na podstawie sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ.

 

A co może marynarka wojenna Rosji?

 

Rosyjska flota gromadzi na Morzu Śródziemnym największe od czasów rozpadu Związku Radzieckiego siły. Co może zrobić rosyjska eskadra operacyjna w razie zaostrzenia się sytuacji?

 

Poszukiwanie możliwości:

 

Zaostrzenie kryzysu syryjskiego i zupełnie realna perspektywa początku wojny wymagają od Rosji szybkiej reakcji, a obecność okrętów bojowych w danym wypadku oznacza więcej, niż po prostu „demonstrację bandery”.

 

Jakie instrumenty mogą podnieść efektywność rosyjskiej wojennomorskiej obecności w kluczowych regionach oceanicznych? W chwili obecnej na Morzu Śródziemnym zgromadzona została grupa okrętów marynarki wojennej Rosji licząca ponad 10 jednostek i nieznaną liczbę łodzi podwodnych. Taka ilość okrętów pod rosyjską flagą znajduje się na Morzu Śródziemnym po raz pierwszy od dwudziestu lat po rozwiązaniu 5. (śródziemnomorskiej) Eskadry Operacyjnej Marynarki Wojennej Związku Radzieckiego w grudniu 1992 roku.

 

Przede wszystkim uwagę zwraca wielka ilość dużych okrętów desantowych. Na Morzu Śródziemnym znajduje się siedem takich jednostek pod rosyjską banderą, w tym dwa pacyficzne, dwa bałtyckie i trzy czarnomorskie. Niektóre z nich znajdują się w morzu od dość dawna, na przykład „Aleksander Szabalin” opuścił Bałtyjsk jeszcze w grudniu 2012 roku.

 

Obecność dużych okrętów desantowych tłumaczona jest na różne sposoby. Jako jedną z głównych przyczyn podaje się, że statki te gwarantują kanał pomocy ze strony Rosji dla legalnego rządu Syrii w jego walce z terroryzmem. Jak poinformowały niedawno powołując się na źródła w wojskowym resorcie rosyjskie agencje informacyjne, te statki są wykorzystywane dla dostaw broni, aby uniknąć powtórzenia się incydentu ze statkiem towarowym „Ałajed”, który w drodze do Syrii ze śmigłowcami na pokładzie został zatrzymany latem 2012 roku.

 

Drugie zadanie dużych okrętów desantowych w tym rejonie to zagwarantowanie, w razie takiej konieczności, ewakuacji z Syrii rosyjskich obywateli wydelegowanych tam z Rosji oraz na stałe przebywających w Syrii.

 

Obserwacja? I czy tylko?

 

Jednak na ewentualnej ewakuacji zadania floty się nie kończą, co potwierdza obecność na Morzu Śródziemnym okrętów bojowych marynarki wojennej Rosji. W najbliższych dniach do wschodniego regionu Morza Śródziemnego ma dotrzeć krążownik „Moskwa”, wcześniej odbywający na Atlantyku i Pacyfiku wizyty na Kubie i Nikaragui. Ten okręt ma stać się jądrem grupy, dzięki swojemu potężnemu kompleksowi radarowemu i obronie przeciwpowietrznej dalekiego zasięgu. Wzmocniona przez „Moskwę” grupa okrętów może realizować szereg zadań w przypadku rozpoczęcia się wojny.

 

Po pierwsze, możliwości krążownika, wzmocnione przez wyposażenie okrętów wywiadowczych, pozwalają na uzyskanie pełnego i wiarygodnego obrazu wydarzeń, pokrywając radarem cały wschodni region Morza Śródziemnego. Drugie zadanie postawią przed flotą władze państwa i kierownictwo Sił Zbrojnych. W efekcie końcowym informacja o wykrytych amerykańskich pociskach manewrujących, w przypadku, jeśli USA rozpoczną ostrzał Syrii, może zostać przekazana nie tylko do Moskwy, ale i do Damaszku, ułatwiając lokalizację i przechwycenie pocisków przez syryjską tarczę antyrakietową.

 

Przy całych możliwościach rosyjskich okrętów, grupa jednostek ma dość ograniczony potencjał, przede wszystkim dotyczy to części lotniczej oraz amfibii. Rosyjskie duże okręty desantowe, wykorzystywane w danym przypadku jako transportowce, nie są alternatywą dla pełnowartościowych, uniwersalnych okrętów desantowych, zdolnych do zagwarantowania długotrwałej obecności w teatrze działań wojennych grupy piechoty morskiej ze wsparciem lotniczym.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej oskarża o to Stany Zjednoczone i ich sojuszników o zmasowaną kampanię dezinformacji

Opracowane na podstwie opinii rosyjskiej prasy w czasie szczytu G-20

 

Zaognianie napięć wokół Syrii, ma za podstawę dezinformację i wypaczanie faktów. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej oskarża o to Stany Zjednoczone i ich sojuszników. „Brudne rozgrywki” na polu informacyjnym wymierzone są również przeciwko Rosji. Przy tym umyślnie wypaczana jest polityka Moskwy i historia jej stosunków z Syrią. MSZ Rosji ostro krytykuje tę kampanię – nazwano ją „zmasowanym wrzuceniem dezinformacji do przestrzeni informacyjnej”.

 

Fakty, jakie przedstawili zwolennicy zaatakowania Syrii, MSZ Federacji Rosyjskiej uznaje za „niezgodne z rzeczywistością”. W języku dyplomacji taki eufemizm oznacza zazwyczaj kłamstwo. Właśnie za pomocą takich metod, zdaniem ekspertów, przygotowywane są podstawy dla przedsięwzięcia operacji siłowej przeciwko oficjalnej władzy w Damaszku.

 

Przy tym absolutnie lekceważone są wnioski, do jakich dochodzą rosyjscy specjaliści, którzy zbadali próbki pobrane na przedmieściu Aleppo. Poinformowano, że 19 marca tego roku na tych terenach zastosowano substancje trujące. W wyniku tej tragedii zginęło 26 osób, w tym także syryjscy żołnierze – przypomniał oficjalny rzecznik MSZ Federacji Rosyjskiej Aleksander Łukaszewicz:

 

Wyniki analizy próbek, wykonanej na prośbę władz syryjskich przez laboratorium rosyjskie, a posiadające certyfikaty Organizacji do spraw zakazu Broni Chemicznej. 9 lipca przekazano sekretarzaóowi generalnemu ONZ w związku z tym, że władze Syrii zwróciły się do niego o przeprowadzenie niezależnego dochodzenia.

 

Rosyjscy eksperci ustalili, że zastosowany sarin nie był wyprodukowany w sposób przemysłowy. Amunicję wyprodukowano w prymitywnych warunkach. Pod względem wszystkich parametrów nadaje się do stosowania jej w odrzutowych pociskach niesterowanych, jakie wytwarzają na północy Syrii bojówkarze z tak zwanej brygady „Bashair al-Nasr”. Ponadto, do wybuchu zastosowano heksogen. Ta substancja nie jest używana do produkcji wojskowej amunicji chemicznej.

 

Aleksander Łukaszewicz zdementował również wypowiedzi ministra spaw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego, który oświadczył, że Związek Radziecki jakoby miał coś wspólnego z uzyskaniem przez Syrię arsenału chemicznego.

 

Jednak u podstaw uruchomionego w latach 1970-1980-tych przemysłu chemicznego Syrii, według Aleksandra Łukaszewicza, leżą nie radzieckie, lecz zachodnie technologie, a także zachodnie dostawy substancji chemicznych, w tym także o przeznaczeniu podwójnym.

 

Rosyjski dyplomata oświadczył, że zwolennicy rebeliantów syryjskich starają się obecnie skupić uwagę światowej opinii publicznej na wydarzeniach na przedmieściu Damaszku. 21 sierpnia w Gucie także zastosowano jakoby broń chemiczną.

 

Sprawą oczywistą są próby puszczenia w niepamięć przekazanych przez oficjalne czynniki w Damaszku do ONZ danych w sprawie przypadków zastosowania substancji trujących przeciwko wojskowym z armii syryjskiej w dniach 22, 24 i 25 sierpnia. Stało się to przy wykryciu materiałów, sprzętu i pojemników posiadających ślady sarinu. Jak wiadomo, stan poszkodowanych wskutek tego wojskowych został potwierdzony przez członków grupy ONZ z Oke Selstremem na czele. Oczywiste jest, że obiektywne dochodzenie w sprawie incydentu, jaki miał miejsce 21 sierpnia we Wschodniej Gucie, jest niemożliwe bez uwzględnienia również tych okoliczności.

 

Nalegający na przedsięwzięciu operacji zbrojnej amerykańscy wojskowi i politycy niekiedy składają oświadczenia całkowicie wypaczające rzeczywistość, na przykład, Pentagon musiał dementować wypowiedź swego własnego szefa Chucka Hagela. Przemawiając dwa dni temu w kongresie minister obrony USA oświadczył, że na terytorium Syrii znajdują się duże ilości broni chemicznej, dostarczonej jakoby przez Rosjan. W czwartek rzecznik prasowy Pentagonu George Little oświadczył, że Hagel został niesłusznie zrozumiany. Okazuje się, że „miał on na myśli nie broń chemiczną, lecz zwykły sprzęt wojskowy”.

 

Równocześnie komitet senatu do spraw międzynarodowych kongresu USA dziesięcioma głosami wobec siedmiu zaakceptował rezolucję, pozwalającą na zaatakowanie Syrii. Biały Dom oczekiwał, że będzie miał większą przewagę. Dokument ten przewiduje ograniczenie operacji w czasie do 60 dni i wprowadza zakaz stosowania sił lądowych. Głosowanie senatu w pełnym składzie odbędzie się nie wcześniej, niż 9 września. Amerykańskie gazety piszą, że wynik głosowania zarówno w senacie, jak i w izbie reprezentantów obecnie jest praktycznie nie do przewidzenia.

Waffen-SS w Estonii ciągle honorowane

Zlot estońskich legionistów Waffen-SS 27 lipca,2013

Jakie jest stanowisko UE wobec pobłażliwości władz w Estonii, a co na to polski MSZ

 

Zamieszczono 29 lipca, 2013

 

Jedynie Moskwa wyraża oburzenie nad  pobłażliwością władz w Estonii wobec przeprowadzania zlotów legionistów Waffen-SS i brakiem właściwej oceny tego ze strony UE.

 

MSZ Rosji stwierdził, że niedopuszczalne są „bluźniercze próby honorowania w Estonii esesmańskich katów” odpowiedzialnych za przestępstwa na okupowanych terytoriach.

 

„Nie może nie oburzać otwarta pobłażliwość władz w Tallinnie wobec podobnego wydarzenia, a także brak odpowiedniej oceny tego ze strony Unii Europejskiej, której Estonia jest członkiem” – mówi oświadczenie MSZ Rosji.

Negocjacje mogą przeciągnąć się na wiele lat, ale w ich końcowy sukces nikt nie wątpi

Decyzja o stworzeniu transatlantyckiej strefy wolnego handlu nie nastąpi szybko

 

W poniedziałek 8 lipca w Waszyngtonie rozpoczęły się negocjacje między USA a Unią Europejską na temat stworzenia największej na świecie strefy wolnego handlu, która obejmowałaby 800 milionów konsumentów. Przypadałaby na nią połowa światowej produkcji. Dziś łączna dola USA i Unii Europejskiej w światowym handlu wynosi około 1/3 (wg danych 2011 rok, 4,5 tryliona dolarów).

 

W warunkach rosnącej konkurencji gospodarczej na świecie, szczególnie stałego wzrostu wpływu państw azjatyckich, Europa i Ameryka zdecydowały się zjednoczyć wysiłki.

 

Jednak decyzja nie zapadnie szybko. Ważne, że negocjacje się zaczęły zgodnie z planem, a strony demonstrują wysoki poziom zainteresowania. Jeszcze niedawno, po skandalu związanym ze szpiegowską działalnością amerykańskich służb specjalnych oburzenie Europejczyków nie miało granic. Można było pomyśleć, że europejscy politycy są tak zszokowani, że zdecydują się na zaostrzenie stosunków z Amerykanami. Wiele mówiło się o możliwym zerwaniu rozmów w sprawie stworzenia strefy tranzytowej. Na przykład niemieccy socjaldemokraci i Zieloni otwarcie domagali się w Parlamencie Europejskim, aby w ogóle zakończyć wszelkie rozmowy, kierując się brakiem wzajemnego zaufania. Jednak pragmatyzm, jak to najczęściej bywa, wziął górę nad emocjami i Europejczycy udali się do Waszyngtonu.

 

Strefa transatlantycka wolnego handlu rozpatrywana jest jako swego rodzaju reakcja na globalny kryzys finansowo-gospodarczy. Mówiąc o makroekonomicznych skutkach nowego porozumienia niektórzy eksperci czynią prognozy na temat możliwego wzrostu wspólnego PKB Europy o ok. 0,5%, a w USA o 0,4%. Według wyliczeń europejskich analityków, w wyniku tego uda się stworzyć około 400 tysięcy nowych miejsc pracy i tym samym nieco złagodzić poważną sytuację wokół bezrobocia wśród młodzieży. W każdym razie obie strony zyskają na tym, ani w Europie, ani w Ameryce nie będzie przegranych. Oczywiście, to trudny proces, ale już do końca 2014 roku można będzie oczekiwać pierwszych rezultatów, powiedziała ekspertka z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP) Claudia Schmucker:

 

Strefa wolnego handlu z USA to bardzo rozumny krok ze strony Europy. Oczywiście, istnieją rożne badania, w których są pokazane rozmaite wnioski, na przykład dokonane przez Instytut Badań Gospodarczych IFO albo Fundację Bertelsmanna, a także amerykańskie ośrodki badawcze. Jednak zgadzają się one co do tego, że i Europa i USA skorzystają na tym, zarówno pod względem nowych miejsc pracy, jak i wzrostu ekonomicznego. Osiągnąć kompromis jest rzeczywiście trudno, ponieważ omawiane są bardzo drażliwe sprawy. Jako cel końcowy oświadczono, że do końca 2014 roku, czyli do końca pełnomocnictwa obecnej Komisji Europejskiej powinny zostać przedstawione pierwsze wyniki rozmów. Uważam, że strony uczynią wszystko co możliwe, aby do końca 2014 roku już przedstawić wstępne decyzje.

 

W ten sposób obie strony są zainteresowane negocjacjami, a obiektywnych przeszkód w realizacji projektu nie ma. Bez wątpienia, fakty, które upublicznił Edward Snowden rzucą cień na rozmowy. W tym tygodniu skandal szpiegowski jeszcze nie raz będzie omawiany między Europejczykami i USA. Ale jest mało prawdopodobne, aby na poziomie praktycznym niewygodne fakty o działalności amerykańskich służb specjalnych zaszkodziły ogólnie negocjacjom oraz stosunkom politycznym między Europa a Ameryką.

 

Kierownik działu bezpieczeństwa europejskiego Instytutu Europy RAN Dmitrij Biełow powiedział, że skandal ze „śledzeniem” może mieć pewne skutki dla procesu negocjacyjnego, nie tylko w bliskiej perspektywie:

 

Skandal szpiegowski już wywołuje wpływ na ten proces. Dość trudno w związku z tym skandalem osiągnąć konsensus wewnątrz Unii Europejskiej. Europejczycy bez wątpienia będą w tym czy innym wymiarze, apelować do Stanów Zjednoczonych o to, aby proces negocjacyjny i stosunki transatlantyckie były wzajemnie korzystne i przejrzyste. Jednak nie uważam, aby ten skandal szpiegowski był czynnikiem długoterminowym, wpływającym na kształtowanie transatlantyckiej strefy wolnego handlu.